Odkąd Staś potrafi samodzielnie siedzieć i do tego przemieszczać się to zakres jego zabaw i zabawek znacząco wzrósł. Nie jest już zdany tylko na to co dostanie do łapek od rodziców, ale sam podejmuje decyzje czym i jak się bawić.
Pierwsze zabawki kupiłam dla Stasia jak był jeszcze w brzuszku. Jedną z pierwszych był żółw projektor (wyświetla gwiazdki i księżyc w 3 kolorach) ale jednocześnie może służyć jako przytulanka. Przez kilka pierwszych miesięcy żółw stał na półce zupełnie bezużyteczny. Dopiero ok. 4 - 5 miesiąca życia Stasia zainteresowały wyświetlające się na ścianach i suficie elementy. Po 6 miesiącach żółw awansował na przytulankę. Mama była w końcu zadowolona, że nie wyrzuciła jednak pieniędzy w błoto. Tych zabawek w ciągu kilku miesięcy życia Stasia trochę się uzbierało, jedne mniej inne więcej zajmują brzdąca.
Na początku najlepiej sprawdzały się wszelkiego rodzaju gryzaki i grzechotki (niewielkich rozmiarów). Z czasem rozmiar zabawek powiększał się. W chwili obecnej mamy 2 pudła zabawek. Od gryzaków po zabawki interaktywne.
Na rynku można znaleźć niezliczone modele gryzaków i grzechotek, do koloru do wyboru. Chciałam jednak polecić takie, które dziecko może z łatwością chwycić rączką i rzeczywiście przynoszą ulgę przy ząbkowaniu (warto zwrócić uwagę, że niektóre firmy tworzą gryzaki odpowiednio zaprojektowane do kolejnego etapu ząbkowania):
http://www.tommeetippee.pl/product/gryzak-trzonowy-etap-3/
http://www.smyk.com/canpol-pilka-nozna-grzechotka-gryzak-wodny,p1089962670,zabawki-gry-dla-dzieci-p
Jeśli chodzi o przytulanki to kwestia gustu, a najlepszym rozwiązaniem jest gdy nie ma ich za dużo, gdyż zbierają głównie kurz (według mnie wystarczą dwie lub trzy).
Około 7, 8 miesiąca życia Stasia zaczęłam kupować zabawki interaktywne, np. zabawkowy pilot czy laptop
http://www.smyk.com/fisher-price-wesoly-pilot-do-telewizora-zabawka-interaktywna,p1050178402,zabawki-gry-dla-dzieci-p
http://www.smyk.com/fisher-price-gadajacy-laptop-dwujezyczny-zabawka-edukacyjna,p1044879838,zabawki-gry-dla-dzieci-p
Z tych dwóch zabawek jestem bardzo zadowolona, gdyż mają wiele ciekawych funkcji i są w stanie zająć dziecko, np. podczas długiej podróży. Dodatkowo uważam, że jak kupować zabawki interaktywne to tylko firmy Fischer Price, nigdy się na nich nie zawiodłam a na innych firmach owszem. Czasami warto wydać więcej, aby mieć pewność, że rzecz będzie porządna.
Około 6 miesiąca życia dziecka lub trochę później warto kupić pierwsze klocki dla malucha
http://www.smyk.com/fisher-price-pierwsze-klocki-malucha-sorter,p1044878732,zabawki-gry-dla-dzieci-p
Staś bardzo lubi te klocki a szczególnie uwielbia rozwalać wieżę, którą tata dla niego zbudował właśnie z tych klocków.
Kolejną fajną rzeczą jest piramidka z kółek, która ćwiczy rączki i umiejętność chwytania.
http://www.smyk.com/fisher-price-piramidka-z-kolek-zabawka-edukacyjna,p1044879403,zabawki-gry-dla-dzieci-p
Ogromną radość sprawia Stasiowi turlanie piłki (gumowa z kolcami lub pluszowa) oraz zabawa samochodzikami (od niedawna chwyta samochodzik w rękę i jeździ nim po podłodze). Lubi również przeglądać książeczki i pokazywać w nich paluszkiem różne elementy.
Każdy rodzic przyzna pewnie, że jego dziecko uwielbia bawić się np. opakowaniem po ciastkach, garnkiem lub inną zwykłą rzeczą, która nam dorosłym wydaje się mało atrakcyjna. Dla Stasia taką wielką atrakcję stanowi odkurzacz a szczególnie rura i kabel:) Jak tylko widzi odkurzacz to jest pełnia szczęścia.
Nie da się jednak ukryć iż najlepszymi zabawkami są prawdziwy pilot do telewizora, prawdziwy laptop, tablet i komórka. To jest chyba znak czasu, gdzie wyżej wymienione gadżety są nieodzownym elementem życia codziennego. Poniżej trochę zdjęć przedstawiających Stasia i jego ulubione zabawki:)
Jestem szczęśliwą żoną i mamą :) Uwielbiam podróże i dobrą kuchnię. Nie pogardzę dobrą książką i filmem. Jednak od 18 kwietnia 2013 roku moim życiem całkowicie zawładnął mój syn Staś i uczynił mnie najszczęśliwszą kobietą pod słońcem!
środa, 30 kwietnia 2014
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Jedzenie ze słoiczków ...
Będąc rodzicem człowiek ma w głowie ciągle jakieś dylematy. Jednym z nich jest to, czy podawać swojemu dziecku jedzenie ze słoiczków. Póki mnie to nie dotyczyło to nie patrzyłam na te produkty zbyt przychylnie. Myślałam: "Matko, przecież te dania w słoiczkach mają ok. roczne terminy ważności...jak to możliwe, że nie ma tam dużej ilości chemii i innych szkodliwych substancji?" Jednak od kiedy zagłębiłam się w tematykę "słoiczków dla dzieci" nie jestem już tak przerażona i na "nie". Wręcz przeciwnie podaję słoiczki niemal codziennie. Nawet mój lekarz pediatra powiedział, że do pewnego wieku (do roku) podawanie gotowych dań ze słoiczków jest dla dziecka bezpieczniejsze (produkty przebadane, z wiadomego źródła, dania przygotowane w sterylnych warunkach).
Jak już zdecydujemy się podawać słoiczki to pozostaje kwestia jakiej firmy? Staś zdecydowanie polubił dania firmy Hipp (jego ulubione), zarówno dania główne jak i owoce. Oczywiście na bieżąco wprowadzamy "prawdziwe" owoce, ale czasami wracamy do tych ze słoiczków. Dania Hipp są przeważnie mocno zblendowane co utrudnia w późniejszym etapie przyzwyczajenie dziecka do jedzenia większych kawałków. Dla mnie jako mamy, która czyta co jest napisane na opakowaniu takiego produktu, te Hippa zdecydowanie wiodą prym. Są przejrzyste i co dla mnie szczególnie ważne na każdym opakowaniu znajdę informację czy produkt zawiera gluten. Często takiej informacji nie mogę znaleźć na słoiczkach innych firm. Próbowaliśmy też produktów Bobovity, ale Stasiowi w ogóle nie przypadły one do gustu i szczerze przyznam, że mnie też nie, bo ja również próbuję co podaję dziecku. Ostatnio zaczęłam podawać mu słoiczki firmy Gerber, bo na tym etapie(10-12 miesięcy) mają obiadki z większymi kawałkami jedzenia i dziecko może ćwiczyć spożywanie takiego pokarmu. Ważne aby w odpowiednim momencie wprowadzić dziecku większe kawałki marchewki czy innych warzyw w obiadkach, żeby pociecha opanowała sztukę rozdrabniania pokarmu. My cały czas z tym walczymy, bo chyba za długo Staś dostawał maksymalnie zblendowane obiadki. Powoli uczy się gryźć i przeżuwać aczkolwiek zdarza mu się zakrztusić większym kawałkiem.
A Wy podajecie słoiczki? Jeśli tak to jakiej firmy i dlaczego akurat tej?
Jak już zdecydujemy się podawać słoiczki to pozostaje kwestia jakiej firmy? Staś zdecydowanie polubił dania firmy Hipp (jego ulubione), zarówno dania główne jak i owoce. Oczywiście na bieżąco wprowadzamy "prawdziwe" owoce, ale czasami wracamy do tych ze słoiczków. Dania Hipp są przeważnie mocno zblendowane co utrudnia w późniejszym etapie przyzwyczajenie dziecka do jedzenia większych kawałków. Dla mnie jako mamy, która czyta co jest napisane na opakowaniu takiego produktu, te Hippa zdecydowanie wiodą prym. Są przejrzyste i co dla mnie szczególnie ważne na każdym opakowaniu znajdę informację czy produkt zawiera gluten. Często takiej informacji nie mogę znaleźć na słoiczkach innych firm. Próbowaliśmy też produktów Bobovity, ale Stasiowi w ogóle nie przypadły one do gustu i szczerze przyznam, że mnie też nie, bo ja również próbuję co podaję dziecku. Ostatnio zaczęłam podawać mu słoiczki firmy Gerber, bo na tym etapie(10-12 miesięcy) mają obiadki z większymi kawałkami jedzenia i dziecko może ćwiczyć spożywanie takiego pokarmu. Ważne aby w odpowiednim momencie wprowadzić dziecku większe kawałki marchewki czy innych warzyw w obiadkach, żeby pociecha opanowała sztukę rozdrabniania pokarmu. My cały czas z tym walczymy, bo chyba za długo Staś dostawał maksymalnie zblendowane obiadki. Powoli uczy się gryźć i przeżuwać aczkolwiek zdarza mu się zakrztusić większym kawałkiem.
A Wy podajecie słoiczki? Jeśli tak to jakiej firmy i dlaczego akurat tej?
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Karmienie niemowlaka i gadżety z tym związane
Tym razem chciałam poruszyć kwestię wszelkiego rodzaju przyborów służących do karmienia niemowlaka. Oczywiście trzeba zacząć od obowiązkowego zestawu startowego dla noworodka (dla dzieci karmionych butelką). Ja wybrałam zestaw firmy Philips Avent: obejmuje 4 butelki do naturalnego karmienia (2 x 125 ml i 2 x 260 ml), szczotkę do butelki i smoczka, a także biały, przezroczysty smoczek dla dzieci do 6 miesiąca życia. Osobiście jestem bardzo zadowolona z tych butelek i smoczków - szerokie, w kształcie piersi;
zaawansowany system antykolkowy z innowacyjnym, podwójnym zaworem oraz co ważne nie zawierają bisfenolu A* (polipropylenu). Trzeba pamiętać o zmienianiu smoczka co kilka miesięcy, zarówno jeśli chodzi o higienę jak również o liczbę dziurek (szybkość przepływu mleka). Z doświadczenia wiem, że nie należy sugerować się wskazówkami podanymi przez producentów smoczków jeśli chodzi o dopasowanie liczby dziurek z wiekiem dziecka. Staś często się krztusił przez pierwsze 6 miesięcy i dlatego ja zdecydowałam się wprowadzić większą liczbę dziurek w smoczku znacznie później niż to zalecają różne firmy. Konieczna jest obserwacja dziecka i mama sama powinna decydować o zakupie kolejnego smoczka o większym przepływie.
Kolejna rzecz, w którą się zaopatrzyłam był podgrzewacz. Nie ukrywam, że zdecydowałam się na niego z wygody. Teraz stwierdzam, że nie jest on niezbędny, ale dobrze go mieć. Wybrałam podgrzewacz również firmy Philips Avent i jestem z niego zadowolona, bo wchodzą do niego nie tylko butelki Philips Avent, ale również Tommee Tippee i różnego rodzaju słoiczki. Zwracajcie uwagę przy zakupie podgrzewacza na jego kształt, bo może się okazać, że nie pasuje do butelek, których używacie!
Kupiłam również kilka pojemników na mleko w proszku (Tommee Tippee),np. żeby zabrać tylko jedną porcję w podróż bądź wyjście do znajomych. Oprócz butelek firmy Philips Avent zamówiłam jedną dużą i 2 małe butelki firmy Tommee Tippee. Duża nadal nam służy do podawania soczków i wody natomiast małe wykorzystuję do przechowywania i podawania pokarmu ( zamówiłam kilka przykrywek, którymi zakręcam butelki i w ten sposób mogę przechować obiadek na następny dzień).
Dodatkowo skusiłam się na kilka termoopakowań i tu również trzeba uważać na ich kształt. Na obrazku w internecie wydaje się, że taki gadżet będzie pasował do każdej butelki. Niestety tak nie jest. Najlepiej kupić wszystkie akcesoria z tej samej firmy wtedy mamy gwarancję, że wszystko będzie do siebie pasować. Po tym jak zamówiłam termoopakowania z Tommee Tippee, które pasują tylko do butelek tej firmy musiałam domówić kolejne uniwersalne (też takie są) do pozostałych butelek. Najlepsze jest to, że praktycznie z nich nie korzystam.
Pozostałych wymyślnych gadżetów takich jak np. sterylizatory czy suszarki specjalnie zaprojektowane do suszenia butelek nie zamawiałam. Uważam takie rzeczy za wyjątkowo zbędne i wymyślane tylko po to, żeby naciągnąć niedoświadczonych i przejętych swoją rolą rodziców na kolejny wydatek.
Kiedy Staś zaczął samodzielnie siedzieć nadszedł czas na zakup fotelika do karmienia. Zasięgałam rad u bardziej doświadczonych rodziców i przeglądałam fora oraz sklepy internetowe w poszukiwaniu dobrego, ale niedrogiego krzesełka. Zdecydowałam się na krzesełko Magnus Classic - Cappuccino i muszę przyznać, że jestem z niego bardzo zadowolona i Staś też. Jest wygodne, stabilne, ale również łatwo się przemieszcza po podłodze (kółeczka, które można blokować). Tapicerka jest mięciutka i dlatego wygodna dla dziecka, ale również łatwo się ją czyści. Przydatny jest duży kosz pod fotelikiem, gdzie trzymamy np. śliniaki i są zawsze pod ręką. Tacka jest obszerna i dobrze wyprofilowana. Do tego krzesełko ma aż 3 poziomy regulacji wysokości. Naprawdę polecam!
Co jakiś czas dokupuję nowe gadżety do karmienia (śliniaki, miseczki, łyżeczki), ale tym dzielę się z Wami na stronie fb mjakmacierzynstwo, dlatego zapraszam do zaglądania!!! Czekam na Wasze sugestie dotyczące akcesoriów do karmienia !!!
zaawansowany system antykolkowy z innowacyjnym, podwójnym zaworem oraz co ważne nie zawierają bisfenolu A* (polipropylenu). Trzeba pamiętać o zmienianiu smoczka co kilka miesięcy, zarówno jeśli chodzi o higienę jak również o liczbę dziurek (szybkość przepływu mleka). Z doświadczenia wiem, że nie należy sugerować się wskazówkami podanymi przez producentów smoczków jeśli chodzi o dopasowanie liczby dziurek z wiekiem dziecka. Staś często się krztusił przez pierwsze 6 miesięcy i dlatego ja zdecydowałam się wprowadzić większą liczbę dziurek w smoczku znacznie później niż to zalecają różne firmy. Konieczna jest obserwacja dziecka i mama sama powinna decydować o zakupie kolejnego smoczka o większym przepływie.
Kolejna rzecz, w którą się zaopatrzyłam był podgrzewacz. Nie ukrywam, że zdecydowałam się na niego z wygody. Teraz stwierdzam, że nie jest on niezbędny, ale dobrze go mieć. Wybrałam podgrzewacz również firmy Philips Avent i jestem z niego zadowolona, bo wchodzą do niego nie tylko butelki Philips Avent, ale również Tommee Tippee i różnego rodzaju słoiczki. Zwracajcie uwagę przy zakupie podgrzewacza na jego kształt, bo może się okazać, że nie pasuje do butelek, których używacie!
Kupiłam również kilka pojemników na mleko w proszku (Tommee Tippee),np. żeby zabrać tylko jedną porcję w podróż bądź wyjście do znajomych. Oprócz butelek firmy Philips Avent zamówiłam jedną dużą i 2 małe butelki firmy Tommee Tippee. Duża nadal nam służy do podawania soczków i wody natomiast małe wykorzystuję do przechowywania i podawania pokarmu ( zamówiłam kilka przykrywek, którymi zakręcam butelki i w ten sposób mogę przechować obiadek na następny dzień).
Dodatkowo skusiłam się na kilka termoopakowań i tu również trzeba uważać na ich kształt. Na obrazku w internecie wydaje się, że taki gadżet będzie pasował do każdej butelki. Niestety tak nie jest. Najlepiej kupić wszystkie akcesoria z tej samej firmy wtedy mamy gwarancję, że wszystko będzie do siebie pasować. Po tym jak zamówiłam termoopakowania z Tommee Tippee, które pasują tylko do butelek tej firmy musiałam domówić kolejne uniwersalne (też takie są) do pozostałych butelek. Najlepsze jest to, że praktycznie z nich nie korzystam.
Pozostałych wymyślnych gadżetów takich jak np. sterylizatory czy suszarki specjalnie zaprojektowane do suszenia butelek nie zamawiałam. Uważam takie rzeczy za wyjątkowo zbędne i wymyślane tylko po to, żeby naciągnąć niedoświadczonych i przejętych swoją rolą rodziców na kolejny wydatek.
Kiedy Staś zaczął samodzielnie siedzieć nadszedł czas na zakup fotelika do karmienia. Zasięgałam rad u bardziej doświadczonych rodziców i przeglądałam fora oraz sklepy internetowe w poszukiwaniu dobrego, ale niedrogiego krzesełka. Zdecydowałam się na krzesełko Magnus Classic - Cappuccino i muszę przyznać, że jestem z niego bardzo zadowolona i Staś też. Jest wygodne, stabilne, ale również łatwo się przemieszcza po podłodze (kółeczka, które można blokować). Tapicerka jest mięciutka i dlatego wygodna dla dziecka, ale również łatwo się ją czyści. Przydatny jest duży kosz pod fotelikiem, gdzie trzymamy np. śliniaki i są zawsze pod ręką. Tacka jest obszerna i dobrze wyprofilowana. Do tego krzesełko ma aż 3 poziomy regulacji wysokości. Naprawdę polecam!
Co jakiś czas dokupuję nowe gadżety do karmienia (śliniaki, miseczki, łyżeczki), ale tym dzielę się z Wami na stronie fb mjakmacierzynstwo, dlatego zapraszam do zaglądania!!! Czekam na Wasze sugestie dotyczące akcesoriów do karmienia !!!
wtorek, 1 kwietnia 2014
Pielęgnacja niemowlaka
Pielęgnacja maluszka zaczyna się tuż po jego urodzeniu, ale pominę etap szpitala, bo tam zajmuje się tym głównie personel medyczny. Po powrocie do domu musimy przede wszystkim zadbać o kikut pępowiny i o ogólną higienę malca. Obecnie furorę robi Octenisept, którego użycie zalecają już w szpitalu (niemal do wszystkiego, nie tylko dla maluszka ale również dla mamy). Wystarczy psiknąć na kikut pępowiny i już. Przez kilka pierwszych dni nie należy moczyć kikuta w wodzie, dlatego staramy się nie zanurzać tego miejsca podczas kąpieli malucha. Ponieważ kikut Stasia nie chciał odpaść, położna środowiskowa zasugerowała smarowanie go roztworem gencjany (stary sposób, ale skuteczny), która dobrze zasusza i jak dla mnie ma działanie silniejsze niż Octenisept. Skończyło się na tym, że tylko ja używałam Octeniseptu do dezynfekcji i lepszego gojenia się rany po cesarce.
Jeśli chodzi o codzienną pielęgnację to w naszym domu zgromadziliśmy niezły zapas mydeł, żeli i kremów dla niemowlaka (cały okres ciąży mąż systematycznie kupował jakieś kosmetyki). Jak się okazało większość z zakupionych specyfików uczulała naszego Stasia. Jako niedoświadczeni rodzice kierowaliśmy się tym co pokazują w mediach (reklamy, opakowanie, zapach). Teraz już jesteśmy mądrzejsi i wiemy, że najpierw należy sprawdzić czy dany kosmetyk nie uczula. W tym miejscu chciałam przestrzec wszystkich przyszłych rodziców przed zakupem kosmetyków firmy Johnson&Johnson, gdyż uważa się je za wyjątkowo uczulające i podrażniające szczególnie w pierwszym półroczu życia dziecka. W pierwszym miesiącu do mycia najlepiej używać tylko wody (bez mydła czy żelu). Po ok. 3, 4 tygodniach można wprowadzić delikatny żel przeznaczony specjalnie do tego okresu życia. My wybraliśmy żel firmy Babydream (Rossmann). Po tym jak Stasia wysypało (skaza białkowa) musieliśmy przestawić się na specjalistyczne kosmetyki, do skrajnie suchej skóry, z tendencją do atopii (firma La Roche-Posey). Do smarowania ciałka używałam początkowo oliwki (firma Babydream), ale teraz wiem, że nie jest to najlepsze dla delikatnego ciałka, że zatyka pory, lepszy jest delikatny krem, którego używamy dosłownie odrobinę po kąpieli. Oliwkę używaliśmy do walki z ciemieniuchą (kompres z gazika nasączonego oliwką godzinę przed kąpielą, nakryć głowę czapeczką - pomaga). Obecnie kosmetyki Stasia ograniczają się do żelu do kąpieli i kremu do skrajnie suchej skóry (ze względu na uczulenie). Puder do pupy stosujemy niezwykle rzadko, gdyż nie ma takiej potrzeby (skóra do tej pory była lekko odparzona może 3 razy), wtedy rzeczywiście puder pomaga. Generalnie jestem zdania, że im mniej kosmetyków tym lepiej dla skóry dziecka. Trzeba również pamiętać, że nie powinno się myć niemowlaka codziennie tylko najlepiej co drugi dzień.
Jakie Wy macie rady dotyczące codziennej pielęgnacji? Czekam na uzupełnienie mojej wypowiedzi. Piszcie, bo jestem pewna, że o czymś nie wspomniałam!
Jeśli chodzi o codzienną pielęgnację to w naszym domu zgromadziliśmy niezły zapas mydeł, żeli i kremów dla niemowlaka (cały okres ciąży mąż systematycznie kupował jakieś kosmetyki). Jak się okazało większość z zakupionych specyfików uczulała naszego Stasia. Jako niedoświadczeni rodzice kierowaliśmy się tym co pokazują w mediach (reklamy, opakowanie, zapach). Teraz już jesteśmy mądrzejsi i wiemy, że najpierw należy sprawdzić czy dany kosmetyk nie uczula. W tym miejscu chciałam przestrzec wszystkich przyszłych rodziców przed zakupem kosmetyków firmy Johnson&Johnson, gdyż uważa się je za wyjątkowo uczulające i podrażniające szczególnie w pierwszym półroczu życia dziecka. W pierwszym miesiącu do mycia najlepiej używać tylko wody (bez mydła czy żelu). Po ok. 3, 4 tygodniach można wprowadzić delikatny żel przeznaczony specjalnie do tego okresu życia. My wybraliśmy żel firmy Babydream (Rossmann). Po tym jak Stasia wysypało (skaza białkowa) musieliśmy przestawić się na specjalistyczne kosmetyki, do skrajnie suchej skóry, z tendencją do atopii (firma La Roche-Posey). Do smarowania ciałka używałam początkowo oliwki (firma Babydream), ale teraz wiem, że nie jest to najlepsze dla delikatnego ciałka, że zatyka pory, lepszy jest delikatny krem, którego używamy dosłownie odrobinę po kąpieli. Oliwkę używaliśmy do walki z ciemieniuchą (kompres z gazika nasączonego oliwką godzinę przed kąpielą, nakryć głowę czapeczką - pomaga). Obecnie kosmetyki Stasia ograniczają się do żelu do kąpieli i kremu do skrajnie suchej skóry (ze względu na uczulenie). Puder do pupy stosujemy niezwykle rzadko, gdyż nie ma takiej potrzeby (skóra do tej pory była lekko odparzona może 3 razy), wtedy rzeczywiście puder pomaga. Generalnie jestem zdania, że im mniej kosmetyków tym lepiej dla skóry dziecka. Trzeba również pamiętać, że nie powinno się myć niemowlaka codziennie tylko najlepiej co drugi dzień.
Jakie Wy macie rady dotyczące codziennej pielęgnacji? Czekam na uzupełnienie mojej wypowiedzi. Piszcie, bo jestem pewna, że o czymś nie wspomniałam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)













