Nasz pierwszy daleki wyjazd z młodym poprzedziło wiele pytań i rozterek, pominę już tę część ale wierzcie mi że na dzień przed wyjazdem zaczęłam żałować, że gdziekolwiek się wybieramy. 16 lipca o 24:00 wybudziłam Stasia ze snu i wyruszyliśmy taksówką na lotnisko (15 minut drogi). Na lotnisku jasno i kolorowo więc Staś był w swoim żywiole i całe 3 godziny latał z tatą w tą i z powrotem zaczepiając ludzi i wydając z siebie okrzyki zadowolenia. Był chyba najbardziej żywiołową osobą na lotnisku. Nie był świadomy tego, że nasz samolot ma godzinne opóźnienie, my natomiast lekko się zdenerwowaliśmy tym faktem. W międzyczasie zakupiliśmy jeszcze wodę mineralną w strefie bezcłowej, gdyż moja pani doktor nastraszyła mnie że turecka woda (nawet ta butelkowana) może dziecku zaszkodzić. Mąż wypominał mi to całą drogę, bo on biedny musiał to dźwigać. Sam lot Staś zniósł wyśmienicie, na pewno lepiej niż jego mama:) 2 godziny z 3 przespał na moich kolanach przypięty dodatkowym pasem (dzieci do 2 roku życia podróżują na kolanach swojego opiekuna). Po wylądowaniu czekała nas jeszcze prawie 2 godzinna jazda autobusem do hotelu, tu również Staś był grzeczny, trochę przysypiał a czasami obserwował widoki za oknem. Pierwsze 3 dni upłynęły nam dość spokojnie i przyjemnie aczkolwiek każda próba wsadzenia Stacha do basenu kończyła się płaczem. W nocy z 3 na 4 dobę młody dostał wysokiej gorączki, sięgnęłam od razu po nurofen który wzięłam ze sobą. Gorączka po kilkudziesięciu minutach spadła jednak po kilku godzinach znowu wróciła i tak 3 doby. Postanowiliśmy zwrócić się do lekarza, gdyż nie było widać końca tej choroby. Lekarz wstępnie stwierdził infekcję gardła, zapisał antybiotyk i dodatkowo paracetamol na wysoką gorączkę. Jednak po dobie przyjmowania antybiotyku Stasia strasznie wysypało. Dostał mnóstwo dużych krostek głównie na nóżkach i rączkach. Spanikowani udaliśmy się raz jeszcze do lekarza myśląc że to reakcja uczuleniowa na antybiotyk. Lekarz stwierdził jednak, że jest to wirusówka i powinniśmy odstawić antybiotyk który wcześniej przepisał. Był to turecki lekarz ze szpitala uniwersyteckiego Alanya więc stwierdziłam, że chyba wie co mówi. Tłumaczył, że ta wysypka to apogeum choroby i teraz powinno być już tylko lepiej. Dzieciom poniżej drugiego roku życia na taką wirusówkę nie podaje się żadnych leków więc kazał po prostu obserwować i czekać aż choroba sama przejdzie. Rzeczywiście po ok 2 dniach od wysypki Staś odzyskał siły i chęć do zabawy. Nie miał nawet nic przeciwko kąpieli w basenie, chętnie brał udział w mini disco, które odbywało się na scenie każdego wieczoru (był najmłodszy i w obawie żeby inne dzieci go nie zdeptały asekurowałam go). Staś uwielbiał sam chodzić po ośrodku, ścieżkami które on sam wyznaczył. Jest bardzo towarzyski, dlatego zawsze szedł tam, gdzie się dużo dzieje. Jego ulubioną przekąską były paluchy chlebowe, ale nic nie mogło równać się z soczystym i słodkim arbuzem. Gdy tylko widział go na stołówce pokazywał palcem i dla siebie charakterystycznym jęknięciem oznajmiał, że ma ogromną ochotę właśnie na ten owoc. Oprócz tego dostawał ryż i makaron, gofry i wafelki do lodów. Starałam się nie podawać mu potraw, które mogłyby wywołać u niego biegunkę, o co łatwo w tak odległych krajach. Dzięki temu, że pilnowaliśmy jego diety nic mu nie zaszkodziło i nie cierpiał z powodów gastrycznych. Na pojawienie się wirusówki nie mieliśmy wpływu, mogło się to przydarzyć też w Polsce. Trudno, stało się, najedliśmy się trochę strachu. ale wszystko dobrze się skończyło. Drugi tydzień pobytu Staś miał codziennie dobry humor, szalał z babcią, tatą, mamą i dwiema ciociami Wiktorią i Martyną. Podróż powrotną zniósł bardzo dobrze. Mimo że został wybudzony tym razem o 2:50 w nocy w ogóle nie marudził. Na lotnisku oczywiście szalał z tatą, zwiedził chyba każdy zakątek i zaczepiał wszystkie dzieci. A w samolocie zasnął już na pasie startowym zanim zdążyliśmy wystartować i spał około półtorej godziny. Po obudzeniu zaczepiał kolegę rówieśnika który siedział przed nami i wymieniał minki ze starszym kolegą, który siedział w rzędzie obok. Przy podchodzeniu do lądowania koledzy wprawili go w tak dobry nastrój że musiałam uciszać doniosły śmiech i okrzyki radości mojego syna. Przy okazywaniu paszportów na lotnisku w Poznaniu każdy już poznał Stasia, który ciągle się zacieszał i zwracał na siebie uwagę każdego turysty.
Mimo że Staś dobrze zniósł samą podróż i w gruncie rzeczy drugi tydzień świetnie się bawił to bezradność i lęk jaki miałam gdy dostał bardzo wysokiej gorączki i nie wiedziałam do końca co mu jest spowodował że w przyszłym roku pozostanę przy naszym polskim morzu. Na bardziej egzotyczne wakacje wybierzemy się za jakiś czas, jak Staś będzie już większy.
Z babcią obserwuję motorówkę
Tym razem obserwuję ludzi :)
Paluch chlebowy i chwila kontemplacji
Znowu coś lub kogoś obserwuję
Prowadzę babcie tam, gdzie ja chcę iść
Mamo proszę przynieść mi natychmiast arbuza...tam jest!
Obserwacja po raz kolejny...
A Wam jak mijają wakacje?
M jak macierzyństwo
Jestem szczęśliwą żoną i mamą :) Uwielbiam podróże i dobrą kuchnię. Nie pogardzę dobrą książką i filmem. Jednak od 18 kwietnia 2013 roku moim życiem całkowicie zawładnął mój syn Staś i uczynił mnie najszczęśliwszą kobietą pod słońcem!
piątek, 1 sierpnia 2014
środa, 9 lipca 2014
wakacje
W tym roku zdecydowaliśmy się na pierwsze wakacje poza granicami naszego kraju. Wybór padł na Turcję, daleko, ale samolotem podróż trwa tylko 3 godziny. W lipcu jest tam bardzo ciepło i zastanawiam się jak mały zniesie te upały. Postanowiliśmy z mężem, że podejmiemy próbę. Jeśli Staś będzie dobrze znosił tureckie warunki atmosferyczne to w przyszłości na pewno jeszcze wybierzemy się w jakieś ciepłe kraje. Jeśli jednak nie będzie mógł się tam odnaleźć na jakiś czas zrezygnujemy z południowych kierunków.
Największym jednak wyzwaniem jest spakowanie walizek. Dla rocznego malucha pakowanie bagażu zdaje się nie mieć końca. Oprócz ciuszków, pieluch, kosmetyków, leków musimy również zabrać wodę, gdyż nie chcemy ryzykować, że podamy tak małemu dziecku wodę z niewiadomego źródła. Stwierdziliśmy, że zakupimy zgrzewkę w sklepie na lotnisku w strefie bezcłowej (nie obciążymy wtedy bagażu).
Dla naszej wygody zdecydowaliśmy się również zabrać wózek "parasolkę", w którym mały będzie sobie siedział jak już się bardzo zmęczy...a my nie będziemy musieli go nosić:)
Dużym plusem wyjazdu do tego kraju jest to że nie musimy pakować ciepłych ciuchów "na wszelki wypadek", do walizki wrzucamy jedynie cieniutkie rzeczy, dlatego jest szansa, że zmieścimy przynajmniej większość tego co zaplanowałam wziąć.
W niedzielę próbne pakowanie i ważenie walizek a póki co zakupy, pranie i prasowanie...
A Wy macie już za sobą pobyt z maluchem w tak ciepłym kraju? Macie jakieś rady?
Największym jednak wyzwaniem jest spakowanie walizek. Dla rocznego malucha pakowanie bagażu zdaje się nie mieć końca. Oprócz ciuszków, pieluch, kosmetyków, leków musimy również zabrać wodę, gdyż nie chcemy ryzykować, że podamy tak małemu dziecku wodę z niewiadomego źródła. Stwierdziliśmy, że zakupimy zgrzewkę w sklepie na lotnisku w strefie bezcłowej (nie obciążymy wtedy bagażu).
Dla naszej wygody zdecydowaliśmy się również zabrać wózek "parasolkę", w którym mały będzie sobie siedział jak już się bardzo zmęczy...a my nie będziemy musieli go nosić:)
Dużym plusem wyjazdu do tego kraju jest to że nie musimy pakować ciepłych ciuchów "na wszelki wypadek", do walizki wrzucamy jedynie cieniutkie rzeczy, dlatego jest szansa, że zmieścimy przynajmniej większość tego co zaplanowałam wziąć.
W niedzielę próbne pakowanie i ważenie walizek a póki co zakupy, pranie i prasowanie...
A Wy macie już za sobą pobyt z maluchem w tak ciepłym kraju? Macie jakieś rady?
piątek, 13 czerwca 2014
książeczki dla maluchów
Książeczki dla dzieci...temat wydaje się prosty i oczywisty. Jednak jest parę kwestii, które chciałabym tu poruszyć. Przede wszystkim nie wszyscy zdają sobie sprawę jak istotny jest materiał, z którego zrobiona jest taka książeczka. Zdarza się, że ciocie i wujkowie kupują książeczki, które zupełnie nie nadają się dla dzieci poniżej pierwszego/drugiego roku życia. Zaznaczmy, że taka książeczka powinna mieć twardą okładkę a środek powinien być sztywny a nie papierowy (ewentualnie dla najmłodszych dzieci cała powinna być wykonana z bezpiecznego mięciutkiego materiału). Warto zwracać uwagę na informacje podane przez producenta, który często określa wiek dziecka, dla którego książeczka jest przeznaczona.
Dla najmłodszych dzieci poniżej pierwszego roku życia najlepiej sprawdzają się książeczki mięciutkie z materiału. Bardzo fajne są te szeleszczące i kąpielowe (przy zakupie trzeba zwrócić uwagę na jakość wykonania takiej książeczki, bo nie zapominajmy że dzieci w tym wieku uwielbiają pakować sobie wszystko do buzi). Nie jestem fanką książeczek piankowych gdyż mimo iż są mięciutkie i teoretycznie dziecko nie powinno sobie nią zrobić krzywdy to jednak gdy pojawią się pierwsze ząbki dziecko jest w stanie ugryźć kawałek pianki (tak było u nas).
Na rynku znajdziecie mnóstwo różnych propozycji, ja przedstawię kilka pozycji które znalazły się w naszym domu.
Pierwsza książeczka, którą zdecydowałam się kupić to miękka i przeznaczona do kąpieli książeczka firmy Babyono. Jest delikatna, ma zaokrąglone brzegi i przy nacisku "piszczy". Nigdy nie używałam jej do kąpieli, Staś z chęcią bawił się nią i gryzł na "sucho". Do dziś lubi do niej wracać i oglądać przedstawione w niej zwierzątka.

Kolejną książeczką przeznaczoną dla najmłodszych maluchów jaką mogę polecić jest wykonana z szeleszczącego i delikatnego materiału książeczka Fischer Price. Do tego ma na rogach gryzaki, które ząbkujące dziecko może sobie bezpiecznie gryźć a rodzic może być pewny że dziecko niczego nie odgryzie i nie zakrztusi się.
Dla najmłodszych dzieci poniżej pierwszego roku życia najlepiej sprawdzają się książeczki mięciutkie z materiału. Bardzo fajne są te szeleszczące i kąpielowe (przy zakupie trzeba zwrócić uwagę na jakość wykonania takiej książeczki, bo nie zapominajmy że dzieci w tym wieku uwielbiają pakować sobie wszystko do buzi). Nie jestem fanką książeczek piankowych gdyż mimo iż są mięciutkie i teoretycznie dziecko nie powinno sobie nią zrobić krzywdy to jednak gdy pojawią się pierwsze ząbki dziecko jest w stanie ugryźć kawałek pianki (tak było u nas).
Na rynku znajdziecie mnóstwo różnych propozycji, ja przedstawię kilka pozycji które znalazły się w naszym domu.
Pierwsza książeczka, którą zdecydowałam się kupić to miękka i przeznaczona do kąpieli książeczka firmy Babyono. Jest delikatna, ma zaokrąglone brzegi i przy nacisku "piszczy". Nigdy nie używałam jej do kąpieli, Staś z chęcią bawił się nią i gryzł na "sucho". Do dziś lubi do niej wracać i oglądać przedstawione w niej zwierzątka.

Kolejną książeczką przeznaczoną dla najmłodszych maluchów jaką mogę polecić jest wykonana z szeleszczącego i delikatnego materiału książeczka Fischer Price. Do tego ma na rogach gryzaki, które ząbkujące dziecko może sobie bezpiecznie gryźć a rodzic może być pewny że dziecko niczego nie odgryzie i nie zakrztusi się.
Rodzice często też kupują najmłodszym książeczki wykończone gąbką, bo uważają że są bezpieczne dla malucha. Ja mam jednak inne zdanie. To prawda że dziecko nie uderzy się nią w głowę, ale istnieje duże ryzyko odgryzienia i połknięcia takiej gąbki. Tak naprawdę jest to chwila nieuwagi i może się zdarzyć nawet "najlepszym" matkom. Dlatego szczerze nie polecam takich książeczek chyba że przeglądacie je razem z dzieckiem.
Kolejną ciekawą serią jest propozycja wydawnictwa olesiejuk pod tytułem Obrazki dla maluchów. My mamy tylko Boże Narodzenie ale zamierzam kupić kilka kolejnych pozycji. Obrazki są wyraźne, kolorowe i na każdej stronie znajdziemy krótki tekst do przeczytania maluchom. Środek książeczki jest twardy, okładka jednak ma lekko zmiękczoną fakturę co umożliwiło mojemu dziecku nadgryzienie jednego z brzegów. Tej książeczki lepiej nie zostawiajmy maluchowi do samodzielnego przeglądania.
Kolejną znaną na rynku propozycją wydawnictwa olesiejuk jest seria książeczek Mały chłopiec. Staś ma książeczkę Motor Marka i chętnie dokupimy kilka kolejnych części (m.in.: Wóz strażacki Jacka czy Radiowóz policjanta Pawła).
Jeśli chodzi o mnie to najbardziej polecam książeczki proste w formie, mające twarde okładki i środek (nie porwą się a dziecko nie jest w stanie odgryźć żadnego elementu). Takie książeczki są najlepsze oczywiście dla dzieci powyżej pierwszego roku życia. Na zdjęciu poniżej cztery książeczki z większej kolekcji, którą posiadamy:)
Fajnym pomysłem na ciekawą książeczkę dla chłopca jest taka, która imituje samochodzik. Do tego otwiera się za pomocą rzepu i to sprawia wielką frajdę mojemu synkowi. Można ją poczytać, popatrzeć na obrazki, pojeździć nią, otwierać i zamykać na rzep. Frajda dla rocznego malca.
Jeszcze jedna ciekawa pozycja, ostatnio ulubiona książeczka Stasia, to "Umiesz liczyć, misiu?" Jest to mała, łatwa do zabrania w podróż pozycja, do tego wykonana z twardego materiału, którego dziecko nie ugryzie. Dużym atutem tej książeczki jest jej staranne wykonanie i szeroka paleta barw.
Na rynku znajdziecie mnóstwo ciekawych i wymyślnych książeczek dla swoich pociech, zwracajcie tylko uwagę na materiał, z którego są wykonane, bo nasze pociechy często są bezlitosne dla mięciutkich i papierowych książeczek. Wybierajcie takie odpowiednie do wieku dziecka.
Na koniec chciałam jeszcze zaprezentować Wam karty obrazkowe, które fajnie wprowadzają malucha w świat wyrazów. Karty mogą być sztywne bądź miękkie. My akurat mamy miękkie ale jeszcze są w jednym kawałku:) Ale co najważniejsze Staś chętnie poznaje nowe słowa właśnie dzięki tym kartom. Dziękujemy cioci Kasi, która sprawiła Stasiowi taki fajny prezent!
środa, 21 maja 2014
dieta bez glutenu
Staś ma już 13 miesięcy, ale wciąż reaguje zmianami na skórze po podaniu glutenu. Prawdopodobnie alergia ta po kilku latach minie, ale póki co utrudnia nam trochę rozszerzanie diety. Staś nie może jeść tradycyjnych bułek, chleba czy innych produktów zbożowych, które w tym okresie są tak popularne w diecie dziecka.
Zrobienie zwykłych naleśników staje się problemem, bo Staś nie może jeść ani zwykłej mąki ani mleka. Zwykłe ciasteczka czy makarony też odpadają. Ale wszystko ma swoje dobre strony. Szczególnie, że w ostatnich latach nawet dorośli, którzy nie są uczulenie na gluten przechodzą na dietę bezglutenową. Wśród celebrytów staje się to nawet modne:) Ja również ostatnio stwierdziłam, że Staś nie traci z powodu braku glutenu w diecie, a może nawet zyskuje. Jedyny minus jaki teraz dostrzegam to, że muszę bardziej "kombinować" przy komponowaniu diety niż mama, której dziecko nie cierpi na taką przypadłość.
Przygotowując naleśniki muszę zamienić mąkę pszenną na np. kukurydzianą i zamiast mleka wykorzystać wodę lub dodać mleko modyfikowane Bebilon pepti (na jego bazie można sporządzać posiłki dla alergików). Największym jednak zmartwieniem jest UKRYTY GLUTEN, który można znaleźć w różnych produktach. Gluten stanowi bardzo dobre spoiwo i jest cenioną substancją poprawiającą konsystencję produktów, dlatego dodaje się go do wielu produktów. Mogą go zawierać m.in.:
jogurty, wędliny, parówki, paluszki rybne, serki topione, majonez, ketchup, suszone owoce czy słodycze.
Natomiast bezpieczne w diecie takiego malucha są:
kukurydza, ryż, proso, gryka, amarantus, a także zrobione z nich kasze i mąki (również mąka ziemniaczana); soja, soczewica, fasola, jaja, warzywa, owoce i orzechy.
Także póki co przerzuciliśmy się na makarony bezglutenowe, mąkę kukurydzianą i kaszę gryczaną:) Czytam zawsze uważnie etykiety kupowanych produktów, żeby mieć pewność, że nie ma w nich glutenu.
A Wasz maluch zmaga się z jakąś alergią pokarmową? Jak sobie z tym radzicie?
Zrobienie zwykłych naleśników staje się problemem, bo Staś nie może jeść ani zwykłej mąki ani mleka. Zwykłe ciasteczka czy makarony też odpadają. Ale wszystko ma swoje dobre strony. Szczególnie, że w ostatnich latach nawet dorośli, którzy nie są uczulenie na gluten przechodzą na dietę bezglutenową. Wśród celebrytów staje się to nawet modne:) Ja również ostatnio stwierdziłam, że Staś nie traci z powodu braku glutenu w diecie, a może nawet zyskuje. Jedyny minus jaki teraz dostrzegam to, że muszę bardziej "kombinować" przy komponowaniu diety niż mama, której dziecko nie cierpi na taką przypadłość.
Przygotowując naleśniki muszę zamienić mąkę pszenną na np. kukurydzianą i zamiast mleka wykorzystać wodę lub dodać mleko modyfikowane Bebilon pepti (na jego bazie można sporządzać posiłki dla alergików). Największym jednak zmartwieniem jest UKRYTY GLUTEN, który można znaleźć w różnych produktach. Gluten stanowi bardzo dobre spoiwo i jest cenioną substancją poprawiającą konsystencję produktów, dlatego dodaje się go do wielu produktów. Mogą go zawierać m.in.:
jogurty, wędliny, parówki, paluszki rybne, serki topione, majonez, ketchup, suszone owoce czy słodycze.
Natomiast bezpieczne w diecie takiego malucha są:
kukurydza, ryż, proso, gryka, amarantus, a także zrobione z nich kasze i mąki (również mąka ziemniaczana); soja, soczewica, fasola, jaja, warzywa, owoce i orzechy.
Także póki co przerzuciliśmy się na makarony bezglutenowe, mąkę kukurydzianą i kaszę gryczaną:) Czytam zawsze uważnie etykiety kupowanych produktów, żeby mieć pewność, że nie ma w nich glutenu.
A Wasz maluch zmaga się z jakąś alergią pokarmową? Jak sobie z tym radzicie?
środa, 30 kwietnia 2014
Zabawki i ulubione formy aktywności malucha
Odkąd Staś potrafi samodzielnie siedzieć i do tego przemieszczać się to zakres jego zabaw i zabawek znacząco wzrósł. Nie jest już zdany tylko na to co dostanie do łapek od rodziców, ale sam podejmuje decyzje czym i jak się bawić.
Pierwsze zabawki kupiłam dla Stasia jak był jeszcze w brzuszku. Jedną z pierwszych był żółw projektor (wyświetla gwiazdki i księżyc w 3 kolorach) ale jednocześnie może służyć jako przytulanka. Przez kilka pierwszych miesięcy żółw stał na półce zupełnie bezużyteczny. Dopiero ok. 4 - 5 miesiąca życia Stasia zainteresowały wyświetlające się na ścianach i suficie elementy. Po 6 miesiącach żółw awansował na przytulankę. Mama była w końcu zadowolona, że nie wyrzuciła jednak pieniędzy w błoto. Tych zabawek w ciągu kilku miesięcy życia Stasia trochę się uzbierało, jedne mniej inne więcej zajmują brzdąca.
Na początku najlepiej sprawdzały się wszelkiego rodzaju gryzaki i grzechotki (niewielkich rozmiarów). Z czasem rozmiar zabawek powiększał się. W chwili obecnej mamy 2 pudła zabawek. Od gryzaków po zabawki interaktywne.
Na rynku można znaleźć niezliczone modele gryzaków i grzechotek, do koloru do wyboru. Chciałam jednak polecić takie, które dziecko może z łatwością chwycić rączką i rzeczywiście przynoszą ulgę przy ząbkowaniu (warto zwrócić uwagę, że niektóre firmy tworzą gryzaki odpowiednio zaprojektowane do kolejnego etapu ząbkowania):
http://www.tommeetippee.pl/product/gryzak-trzonowy-etap-3/
http://www.smyk.com/canpol-pilka-nozna-grzechotka-gryzak-wodny,p1089962670,zabawki-gry-dla-dzieci-p
Jeśli chodzi o przytulanki to kwestia gustu, a najlepszym rozwiązaniem jest gdy nie ma ich za dużo, gdyż zbierają głównie kurz (według mnie wystarczą dwie lub trzy).
Około 7, 8 miesiąca życia Stasia zaczęłam kupować zabawki interaktywne, np. zabawkowy pilot czy laptop
http://www.smyk.com/fisher-price-wesoly-pilot-do-telewizora-zabawka-interaktywna,p1050178402,zabawki-gry-dla-dzieci-p
http://www.smyk.com/fisher-price-gadajacy-laptop-dwujezyczny-zabawka-edukacyjna,p1044879838,zabawki-gry-dla-dzieci-p
Z tych dwóch zabawek jestem bardzo zadowolona, gdyż mają wiele ciekawych funkcji i są w stanie zająć dziecko, np. podczas długiej podróży. Dodatkowo uważam, że jak kupować zabawki interaktywne to tylko firmy Fischer Price, nigdy się na nich nie zawiodłam a na innych firmach owszem. Czasami warto wydać więcej, aby mieć pewność, że rzecz będzie porządna.
Około 6 miesiąca życia dziecka lub trochę później warto kupić pierwsze klocki dla malucha
http://www.smyk.com/fisher-price-pierwsze-klocki-malucha-sorter,p1044878732,zabawki-gry-dla-dzieci-p
Staś bardzo lubi te klocki a szczególnie uwielbia rozwalać wieżę, którą tata dla niego zbudował właśnie z tych klocków.
Kolejną fajną rzeczą jest piramidka z kółek, która ćwiczy rączki i umiejętność chwytania.
http://www.smyk.com/fisher-price-piramidka-z-kolek-zabawka-edukacyjna,p1044879403,zabawki-gry-dla-dzieci-p
Ogromną radość sprawia Stasiowi turlanie piłki (gumowa z kolcami lub pluszowa) oraz zabawa samochodzikami (od niedawna chwyta samochodzik w rękę i jeździ nim po podłodze). Lubi również przeglądać książeczki i pokazywać w nich paluszkiem różne elementy.
Każdy rodzic przyzna pewnie, że jego dziecko uwielbia bawić się np. opakowaniem po ciastkach, garnkiem lub inną zwykłą rzeczą, która nam dorosłym wydaje się mało atrakcyjna. Dla Stasia taką wielką atrakcję stanowi odkurzacz a szczególnie rura i kabel:) Jak tylko widzi odkurzacz to jest pełnia szczęścia.
Nie da się jednak ukryć iż najlepszymi zabawkami są prawdziwy pilot do telewizora, prawdziwy laptop, tablet i komórka. To jest chyba znak czasu, gdzie wyżej wymienione gadżety są nieodzownym elementem życia codziennego. Poniżej trochę zdjęć przedstawiających Stasia i jego ulubione zabawki:)
Pierwsze zabawki kupiłam dla Stasia jak był jeszcze w brzuszku. Jedną z pierwszych był żółw projektor (wyświetla gwiazdki i księżyc w 3 kolorach) ale jednocześnie może służyć jako przytulanka. Przez kilka pierwszych miesięcy żółw stał na półce zupełnie bezużyteczny. Dopiero ok. 4 - 5 miesiąca życia Stasia zainteresowały wyświetlające się na ścianach i suficie elementy. Po 6 miesiącach żółw awansował na przytulankę. Mama była w końcu zadowolona, że nie wyrzuciła jednak pieniędzy w błoto. Tych zabawek w ciągu kilku miesięcy życia Stasia trochę się uzbierało, jedne mniej inne więcej zajmują brzdąca.
Na początku najlepiej sprawdzały się wszelkiego rodzaju gryzaki i grzechotki (niewielkich rozmiarów). Z czasem rozmiar zabawek powiększał się. W chwili obecnej mamy 2 pudła zabawek. Od gryzaków po zabawki interaktywne.
Na rynku można znaleźć niezliczone modele gryzaków i grzechotek, do koloru do wyboru. Chciałam jednak polecić takie, które dziecko może z łatwością chwycić rączką i rzeczywiście przynoszą ulgę przy ząbkowaniu (warto zwrócić uwagę, że niektóre firmy tworzą gryzaki odpowiednio zaprojektowane do kolejnego etapu ząbkowania):
http://www.tommeetippee.pl/product/gryzak-trzonowy-etap-3/
http://www.smyk.com/canpol-pilka-nozna-grzechotka-gryzak-wodny,p1089962670,zabawki-gry-dla-dzieci-p
Jeśli chodzi o przytulanki to kwestia gustu, a najlepszym rozwiązaniem jest gdy nie ma ich za dużo, gdyż zbierają głównie kurz (według mnie wystarczą dwie lub trzy).
Około 7, 8 miesiąca życia Stasia zaczęłam kupować zabawki interaktywne, np. zabawkowy pilot czy laptop
http://www.smyk.com/fisher-price-wesoly-pilot-do-telewizora-zabawka-interaktywna,p1050178402,zabawki-gry-dla-dzieci-p
http://www.smyk.com/fisher-price-gadajacy-laptop-dwujezyczny-zabawka-edukacyjna,p1044879838,zabawki-gry-dla-dzieci-p
Z tych dwóch zabawek jestem bardzo zadowolona, gdyż mają wiele ciekawych funkcji i są w stanie zająć dziecko, np. podczas długiej podróży. Dodatkowo uważam, że jak kupować zabawki interaktywne to tylko firmy Fischer Price, nigdy się na nich nie zawiodłam a na innych firmach owszem. Czasami warto wydać więcej, aby mieć pewność, że rzecz będzie porządna.
Około 6 miesiąca życia dziecka lub trochę później warto kupić pierwsze klocki dla malucha
http://www.smyk.com/fisher-price-pierwsze-klocki-malucha-sorter,p1044878732,zabawki-gry-dla-dzieci-p
Staś bardzo lubi te klocki a szczególnie uwielbia rozwalać wieżę, którą tata dla niego zbudował właśnie z tych klocków.
Kolejną fajną rzeczą jest piramidka z kółek, która ćwiczy rączki i umiejętność chwytania.
http://www.smyk.com/fisher-price-piramidka-z-kolek-zabawka-edukacyjna,p1044879403,zabawki-gry-dla-dzieci-p
Ogromną radość sprawia Stasiowi turlanie piłki (gumowa z kolcami lub pluszowa) oraz zabawa samochodzikami (od niedawna chwyta samochodzik w rękę i jeździ nim po podłodze). Lubi również przeglądać książeczki i pokazywać w nich paluszkiem różne elementy.
Każdy rodzic przyzna pewnie, że jego dziecko uwielbia bawić się np. opakowaniem po ciastkach, garnkiem lub inną zwykłą rzeczą, która nam dorosłym wydaje się mało atrakcyjna. Dla Stasia taką wielką atrakcję stanowi odkurzacz a szczególnie rura i kabel:) Jak tylko widzi odkurzacz to jest pełnia szczęścia.
Nie da się jednak ukryć iż najlepszymi zabawkami są prawdziwy pilot do telewizora, prawdziwy laptop, tablet i komórka. To jest chyba znak czasu, gdzie wyżej wymienione gadżety są nieodzownym elementem życia codziennego. Poniżej trochę zdjęć przedstawiających Stasia i jego ulubione zabawki:)
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Jedzenie ze słoiczków ...
Będąc rodzicem człowiek ma w głowie ciągle jakieś dylematy. Jednym z nich jest to, czy podawać swojemu dziecku jedzenie ze słoiczków. Póki mnie to nie dotyczyło to nie patrzyłam na te produkty zbyt przychylnie. Myślałam: "Matko, przecież te dania w słoiczkach mają ok. roczne terminy ważności...jak to możliwe, że nie ma tam dużej ilości chemii i innych szkodliwych substancji?" Jednak od kiedy zagłębiłam się w tematykę "słoiczków dla dzieci" nie jestem już tak przerażona i na "nie". Wręcz przeciwnie podaję słoiczki niemal codziennie. Nawet mój lekarz pediatra powiedział, że do pewnego wieku (do roku) podawanie gotowych dań ze słoiczków jest dla dziecka bezpieczniejsze (produkty przebadane, z wiadomego źródła, dania przygotowane w sterylnych warunkach).
Jak już zdecydujemy się podawać słoiczki to pozostaje kwestia jakiej firmy? Staś zdecydowanie polubił dania firmy Hipp (jego ulubione), zarówno dania główne jak i owoce. Oczywiście na bieżąco wprowadzamy "prawdziwe" owoce, ale czasami wracamy do tych ze słoiczków. Dania Hipp są przeważnie mocno zblendowane co utrudnia w późniejszym etapie przyzwyczajenie dziecka do jedzenia większych kawałków. Dla mnie jako mamy, która czyta co jest napisane na opakowaniu takiego produktu, te Hippa zdecydowanie wiodą prym. Są przejrzyste i co dla mnie szczególnie ważne na każdym opakowaniu znajdę informację czy produkt zawiera gluten. Często takiej informacji nie mogę znaleźć na słoiczkach innych firm. Próbowaliśmy też produktów Bobovity, ale Stasiowi w ogóle nie przypadły one do gustu i szczerze przyznam, że mnie też nie, bo ja również próbuję co podaję dziecku. Ostatnio zaczęłam podawać mu słoiczki firmy Gerber, bo na tym etapie(10-12 miesięcy) mają obiadki z większymi kawałkami jedzenia i dziecko może ćwiczyć spożywanie takiego pokarmu. Ważne aby w odpowiednim momencie wprowadzić dziecku większe kawałki marchewki czy innych warzyw w obiadkach, żeby pociecha opanowała sztukę rozdrabniania pokarmu. My cały czas z tym walczymy, bo chyba za długo Staś dostawał maksymalnie zblendowane obiadki. Powoli uczy się gryźć i przeżuwać aczkolwiek zdarza mu się zakrztusić większym kawałkiem.
A Wy podajecie słoiczki? Jeśli tak to jakiej firmy i dlaczego akurat tej?
Jak już zdecydujemy się podawać słoiczki to pozostaje kwestia jakiej firmy? Staś zdecydowanie polubił dania firmy Hipp (jego ulubione), zarówno dania główne jak i owoce. Oczywiście na bieżąco wprowadzamy "prawdziwe" owoce, ale czasami wracamy do tych ze słoiczków. Dania Hipp są przeważnie mocno zblendowane co utrudnia w późniejszym etapie przyzwyczajenie dziecka do jedzenia większych kawałków. Dla mnie jako mamy, która czyta co jest napisane na opakowaniu takiego produktu, te Hippa zdecydowanie wiodą prym. Są przejrzyste i co dla mnie szczególnie ważne na każdym opakowaniu znajdę informację czy produkt zawiera gluten. Często takiej informacji nie mogę znaleźć na słoiczkach innych firm. Próbowaliśmy też produktów Bobovity, ale Stasiowi w ogóle nie przypadły one do gustu i szczerze przyznam, że mnie też nie, bo ja również próbuję co podaję dziecku. Ostatnio zaczęłam podawać mu słoiczki firmy Gerber, bo na tym etapie(10-12 miesięcy) mają obiadki z większymi kawałkami jedzenia i dziecko może ćwiczyć spożywanie takiego pokarmu. Ważne aby w odpowiednim momencie wprowadzić dziecku większe kawałki marchewki czy innych warzyw w obiadkach, żeby pociecha opanowała sztukę rozdrabniania pokarmu. My cały czas z tym walczymy, bo chyba za długo Staś dostawał maksymalnie zblendowane obiadki. Powoli uczy się gryźć i przeżuwać aczkolwiek zdarza mu się zakrztusić większym kawałkiem.
A Wy podajecie słoiczki? Jeśli tak to jakiej firmy i dlaczego akurat tej?
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Karmienie niemowlaka i gadżety z tym związane
Tym razem chciałam poruszyć kwestię wszelkiego rodzaju przyborów służących do karmienia niemowlaka. Oczywiście trzeba zacząć od obowiązkowego zestawu startowego dla noworodka (dla dzieci karmionych butelką). Ja wybrałam zestaw firmy Philips Avent: obejmuje 4 butelki do naturalnego karmienia (2 x 125 ml i 2 x 260 ml), szczotkę do butelki i smoczka, a także biały, przezroczysty smoczek dla dzieci do 6 miesiąca życia. Osobiście jestem bardzo zadowolona z tych butelek i smoczków - szerokie, w kształcie piersi;
zaawansowany system antykolkowy z innowacyjnym, podwójnym zaworem oraz co ważne nie zawierają bisfenolu A* (polipropylenu). Trzeba pamiętać o zmienianiu smoczka co kilka miesięcy, zarówno jeśli chodzi o higienę jak również o liczbę dziurek (szybkość przepływu mleka). Z doświadczenia wiem, że nie należy sugerować się wskazówkami podanymi przez producentów smoczków jeśli chodzi o dopasowanie liczby dziurek z wiekiem dziecka. Staś często się krztusił przez pierwsze 6 miesięcy i dlatego ja zdecydowałam się wprowadzić większą liczbę dziurek w smoczku znacznie później niż to zalecają różne firmy. Konieczna jest obserwacja dziecka i mama sama powinna decydować o zakupie kolejnego smoczka o większym przepływie.
Kolejna rzecz, w którą się zaopatrzyłam był podgrzewacz. Nie ukrywam, że zdecydowałam się na niego z wygody. Teraz stwierdzam, że nie jest on niezbędny, ale dobrze go mieć. Wybrałam podgrzewacz również firmy Philips Avent i jestem z niego zadowolona, bo wchodzą do niego nie tylko butelki Philips Avent, ale również Tommee Tippee i różnego rodzaju słoiczki. Zwracajcie uwagę przy zakupie podgrzewacza na jego kształt, bo może się okazać, że nie pasuje do butelek, których używacie!
Kupiłam również kilka pojemników na mleko w proszku (Tommee Tippee),np. żeby zabrać tylko jedną porcję w podróż bądź wyjście do znajomych. Oprócz butelek firmy Philips Avent zamówiłam jedną dużą i 2 małe butelki firmy Tommee Tippee. Duża nadal nam służy do podawania soczków i wody natomiast małe wykorzystuję do przechowywania i podawania pokarmu ( zamówiłam kilka przykrywek, którymi zakręcam butelki i w ten sposób mogę przechować obiadek na następny dzień).
Dodatkowo skusiłam się na kilka termoopakowań i tu również trzeba uważać na ich kształt. Na obrazku w internecie wydaje się, że taki gadżet będzie pasował do każdej butelki. Niestety tak nie jest. Najlepiej kupić wszystkie akcesoria z tej samej firmy wtedy mamy gwarancję, że wszystko będzie do siebie pasować. Po tym jak zamówiłam termoopakowania z Tommee Tippee, które pasują tylko do butelek tej firmy musiałam domówić kolejne uniwersalne (też takie są) do pozostałych butelek. Najlepsze jest to, że praktycznie z nich nie korzystam.
Pozostałych wymyślnych gadżetów takich jak np. sterylizatory czy suszarki specjalnie zaprojektowane do suszenia butelek nie zamawiałam. Uważam takie rzeczy za wyjątkowo zbędne i wymyślane tylko po to, żeby naciągnąć niedoświadczonych i przejętych swoją rolą rodziców na kolejny wydatek.
Kiedy Staś zaczął samodzielnie siedzieć nadszedł czas na zakup fotelika do karmienia. Zasięgałam rad u bardziej doświadczonych rodziców i przeglądałam fora oraz sklepy internetowe w poszukiwaniu dobrego, ale niedrogiego krzesełka. Zdecydowałam się na krzesełko Magnus Classic - Cappuccino i muszę przyznać, że jestem z niego bardzo zadowolona i Staś też. Jest wygodne, stabilne, ale również łatwo się przemieszcza po podłodze (kółeczka, które można blokować). Tapicerka jest mięciutka i dlatego wygodna dla dziecka, ale również łatwo się ją czyści. Przydatny jest duży kosz pod fotelikiem, gdzie trzymamy np. śliniaki i są zawsze pod ręką. Tacka jest obszerna i dobrze wyprofilowana. Do tego krzesełko ma aż 3 poziomy regulacji wysokości. Naprawdę polecam!
Co jakiś czas dokupuję nowe gadżety do karmienia (śliniaki, miseczki, łyżeczki), ale tym dzielę się z Wami na stronie fb mjakmacierzynstwo, dlatego zapraszam do zaglądania!!! Czekam na Wasze sugestie dotyczące akcesoriów do karmienia !!!
zaawansowany system antykolkowy z innowacyjnym, podwójnym zaworem oraz co ważne nie zawierają bisfenolu A* (polipropylenu). Trzeba pamiętać o zmienianiu smoczka co kilka miesięcy, zarówno jeśli chodzi o higienę jak również o liczbę dziurek (szybkość przepływu mleka). Z doświadczenia wiem, że nie należy sugerować się wskazówkami podanymi przez producentów smoczków jeśli chodzi o dopasowanie liczby dziurek z wiekiem dziecka. Staś często się krztusił przez pierwsze 6 miesięcy i dlatego ja zdecydowałam się wprowadzić większą liczbę dziurek w smoczku znacznie później niż to zalecają różne firmy. Konieczna jest obserwacja dziecka i mama sama powinna decydować o zakupie kolejnego smoczka o większym przepływie.
Kolejna rzecz, w którą się zaopatrzyłam był podgrzewacz. Nie ukrywam, że zdecydowałam się na niego z wygody. Teraz stwierdzam, że nie jest on niezbędny, ale dobrze go mieć. Wybrałam podgrzewacz również firmy Philips Avent i jestem z niego zadowolona, bo wchodzą do niego nie tylko butelki Philips Avent, ale również Tommee Tippee i różnego rodzaju słoiczki. Zwracajcie uwagę przy zakupie podgrzewacza na jego kształt, bo może się okazać, że nie pasuje do butelek, których używacie!
Kupiłam również kilka pojemników na mleko w proszku (Tommee Tippee),np. żeby zabrać tylko jedną porcję w podróż bądź wyjście do znajomych. Oprócz butelek firmy Philips Avent zamówiłam jedną dużą i 2 małe butelki firmy Tommee Tippee. Duża nadal nam służy do podawania soczków i wody natomiast małe wykorzystuję do przechowywania i podawania pokarmu ( zamówiłam kilka przykrywek, którymi zakręcam butelki i w ten sposób mogę przechować obiadek na następny dzień).
Dodatkowo skusiłam się na kilka termoopakowań i tu również trzeba uważać na ich kształt. Na obrazku w internecie wydaje się, że taki gadżet będzie pasował do każdej butelki. Niestety tak nie jest. Najlepiej kupić wszystkie akcesoria z tej samej firmy wtedy mamy gwarancję, że wszystko będzie do siebie pasować. Po tym jak zamówiłam termoopakowania z Tommee Tippee, które pasują tylko do butelek tej firmy musiałam domówić kolejne uniwersalne (też takie są) do pozostałych butelek. Najlepsze jest to, że praktycznie z nich nie korzystam.
Pozostałych wymyślnych gadżetów takich jak np. sterylizatory czy suszarki specjalnie zaprojektowane do suszenia butelek nie zamawiałam. Uważam takie rzeczy za wyjątkowo zbędne i wymyślane tylko po to, żeby naciągnąć niedoświadczonych i przejętych swoją rolą rodziców na kolejny wydatek.
Kiedy Staś zaczął samodzielnie siedzieć nadszedł czas na zakup fotelika do karmienia. Zasięgałam rad u bardziej doświadczonych rodziców i przeglądałam fora oraz sklepy internetowe w poszukiwaniu dobrego, ale niedrogiego krzesełka. Zdecydowałam się na krzesełko Magnus Classic - Cappuccino i muszę przyznać, że jestem z niego bardzo zadowolona i Staś też. Jest wygodne, stabilne, ale również łatwo się przemieszcza po podłodze (kółeczka, które można blokować). Tapicerka jest mięciutka i dlatego wygodna dla dziecka, ale również łatwo się ją czyści. Przydatny jest duży kosz pod fotelikiem, gdzie trzymamy np. śliniaki i są zawsze pod ręką. Tacka jest obszerna i dobrze wyprofilowana. Do tego krzesełko ma aż 3 poziomy regulacji wysokości. Naprawdę polecam!
Co jakiś czas dokupuję nowe gadżety do karmienia (śliniaki, miseczki, łyżeczki), ale tym dzielę się z Wami na stronie fb mjakmacierzynstwo, dlatego zapraszam do zaglądania!!! Czekam na Wasze sugestie dotyczące akcesoriów do karmienia !!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































